„Leasing dla kosztów” – to jedna z fraz, które słyszę od lat. Na spotkaniach z przedsiębiorcami, w rozmowach z księgowymi, w kuluarach przy kawie.

Historie zawsze są podobne. Ktoś właśnie założył firmę i od razu słyszy: „Bierz auto w leasing. Wrzuć w koszty. Będzie taniej.” Brzmi dobrze, prawda? Jak szybki trik na to, żeby urząd skarbowy zabrał mniej.

Problem w tym, że to tylko połowa prawdy. Leasing nie sprawi, że nagle pieniądze zostaną w Twojej kieszeni. On tylko przesuwa moment, w którym je wydasz. I jeśli nie masz realnej potrzeby posiadania auta, możesz szybko wpaść w pułapkę.

Pamiętam jednego klienta, który wziął auto tylko dlatego, że „wszyscy tak robią”. Rata była niska, koszty „szły w koszty”, a w firmie… brakowało kasy na codzienne wydatki. Samochód nie zarabiał, ale raty trzeba było płacić co miesiąc.

Dlatego ten artykuł będzie trochę kontrowersyjny. Pokażę Ci, dlaczego leasing dla kosztów to zła motywacja do podpisania umowy.

I od razu ważna uwaga. Ja nie zdecyduję za Ciebie, drogi Czytelniku, co masz zrobić. To wolny kraj i każdy ma prawo pójść swoją drogą. Ale zanim podpiszesz umowę, zatrzymaj się na chwilę refleksji. Bo mnie naprawdę nie zależy na tym, czy weźmiesz leasing, czy nie. Ja nic Ci nie sprzedaję. Moją misją jest Twoja edukacja finansowa, a nie prowizja od firmy leasingowej. Ot, taka mała, aczkolwiek znacząca różnica.

Skąd się bierze mit leasingu dla kosztów

„Leasing dla kosztów” brzmi jak złoty trik. Wrzucisz raty w koszty, zapłacisz mniejszy podatek i już jesteś wygrany. Niestety to skrót myślowy, który wielu wprowadza w błąd.

Koszty nie oznaczają, że nie wydajesz pieniędzy. To nie magiczne przelewy, które nagle zapełniają konto. Koszty tylko obniżają podstawę opodatkowania.

Załóżmy, że Twoja rata leasingowa to 3000 zł. Prowadzisz jednoosobową działalność gospodarczą i rozliczasz się podatkiem liniowym 19%. Dzięki temu wrzucając ratę w koszty, oszczędzasz na podatku… 570 zł. A co z resztą? 2430 zł wychodzi z Twojej kieszeni.

I to tylko wtedy, gdy cała rata mieści się w limitach. Bo pamiętaj – obecnie próg dla spalinówek i zwykłych hybryd to 150 tys. zł, a dla elektryków 225 tys. zł. Od stycznia 2026 roku będzie jeszcze gorzej: 100 tys. zł dla spalinowych, 150 tys. zł dla hybryd plug-in i 225 tys. zł dla elektryków. Leasing dla kosztów stanie się więc jeszcze mniej atrakcyjny.

Druga pułapka to zmienność sytuacji w firmie. Raz jesteś na wozie – przychody wysokie, podatek faktycznie boli, więc każdy koszt cieszy. Ale wystarczy gorszy okres i wszystko wygląda inaczej. Przychodów mało, podatku praktycznie nie ma, a rata leasingowa wciąż wpada jak w zegarku. I wtedy zamiast oszczędności masz kulę u nogi. Finansującego nie interesuje, że Twoja firma akurat przeżywa trudny czas – płacić trzeba.

Dlaczego leasing dla kosztów nie zawsze się opłaca?

Na pierwszy rzut oka leasing dla kosztów wydaje się świetnym rozwiązaniem. Masz samochód, możesz wrzucić raty w koszty, a do tego zapłacisz mniejszy podatek. W teorii wygląda to jak czysta korzyść. W praktyce jednak okazuje się, że diabeł tkwi w szczegółach i nie zawsze bilans wychodzi na plus.

Limity podatkowe

Pierwszy problem to przepisy podatkowe. Dla samochodów spalinowych i hybryd limit pełnego odliczenia kosztów wynosi 150 tys. zł, a dla elektryków 225 tys. zł. Jeśli auto jest droższe, musisz stosować proporcję i część rat oraz odsetek nie wrzucisz w koszty. W praktyce oznacza to, że wielu przedsiębiorców, kupując samochód premium, żyje w przekonaniu, że całość leasingu obniży ich podatek, podczas gdy faktyczne oszczędności są dużo mniejsze.

Na tym jednak nie koniec, bo od stycznia 2026 roku te limity będą jeszcze niższe. Dla samochodów spalinowych próg spadnie do 100 tys. zł, dla hybryd plug-in do 150 tys. zł, a tylko elektryki zachowają dotychczasowy limit 225 tys. zł. To oznacza, że jeszcze mniej wydatków będzie można zaliczyć w koszty, a leasing droższego auta stanie się podatkowo jeszcze mniej opłacalny.

Leasing samochodu to też dodatkowe koszty 

Druga sprawa to dodatkowy koszt leasingu – czyli wydatki, które pojawiają się obok raty leasingowej. Do rachunku doliczane są ubezpieczenia, opłaty administracyjne, prowizje, a nierzadko także obowiązkowe serwisy w ASO. To tak, jakby kupić bilet do kina w promocji, a przy wejściu dowiedzieć się, że za popcorn, napój i miejsce w pierwszym rzędzie musisz dopłacić jeszcze drugie tyle. Rata wygląda atrakcyjnie, ale końcowa suma opłat potrafi czasem mocno zaskoczyć.

Wziąć leasing na samochód osobowy, który z reguły nie jest wykorzystywany

Leasing traci sens także wtedy, gdy samochód jest mało używany. Płacenie kilku tysięcy złotych miesięcznie za auto, które przejeżdża rocznie 5 czy 10 tysięcy kilometrów, to nic innego jak luksusowy wydatek, który nie ma biznesowego uzasadnienia. Takie sytuacje widzę dość często – przedsiębiorca bierze auto, bo „trzeba coś wrzucić w koszty”, a potem pojazd więcej stoi niż jeździ.

Mało elastyczna forma finansowania

Nie można też zapominać o sztywności samej umowy leasingowej. Raty trzeba płacić co miesiąc, niezależnie od tego, czy firma akurat generuje wysokie przychody, czy zmaga się z przestojem. A jeśli pojawi się potrzeba wcześniejszego zakończenia umowy, bardzo często oznacza to dodatkowe kary i koszty, które potrafią zaboleć jeszcze bardziej niż sam leasing.

Pułapka niskiej raty samochodu w leasingu

Największe ryzyko kryje się jednak w psychologii. Widzisz ofertę z ratą 2000 zł i myślisz: „Przecież mnie stać.” Problem w tym, że ta rata jest tylko fragmentem całości – umowa opiewa na setki tysięcy złotych. W efekcie wielu przedsiębiorców porywa się na samochody, które realnie nie są w ich zasięgu. A to, co miało być narzędziem pracy, zamienia się w drogi gadżet i demonstrację statusu.

Podsumowując – leasing dla kosztów może wyglądać na prostą i opłacalną formę finansowania, ale jeśli nie podejdziesz do niego świadomie, szybko okaże się, że zamiast oszczędności masz zobowiązanie, które ciągnie firmę w dół.

Leasing samochodu osobowego – pułapka początkującego przedsiębiorcy

Znam ten schemat aż za dobrze. Ktoś właśnie zakłada działalność i pierwsza myśl, jaka pojawia się w głowie, to: „Potrzebuję auta. Wezmę leasing.” W końcu wszyscy znajomi przedsiębiorcy tak zrobili, a księgowa powtarza, że zakup samochodu w ten sposób to świetny sposób na koszty.

Problem w tym, że na starcie wcale nie musisz mieć samochodu. Ba, bardzo często jest wręcz odwrotnie – na początku Twoja firma potrzebuje raczej klientów, stabilnych przychodów i gotówki na bieżące wydatki niż błyszczącego auta pod biurem. Mimo to wielu nowych przedsiębiorców rzuca się na zakupy, bo leasing kusi stosunkowo niską ratą i poczuciem, że od razu „wchodzisz na wyższy poziom”.

I tu właśnie tkwi pułapka. Rata wygląda niewinnie – dwa czy trzy tysiące złotych miesięcznie – ale to tylko fragment całej układanki. Umowa wiąże Cię na kilka lat, a całość zobowiązania opiewa często na kilkaset tysięcy złotych. Efekt? Bierzesz na siebie obciążenie, które w praktyce potrafi zjadać dużą część przychodów.

Do tego dochodzi jeszcze psychologia. Wielu początkujących wybiera auta premium, bo przecież „firma powinna dobrze wyglądać”. Mercedes, BMW czy Audi w leasingu daje poczucie statusu – trochę tak, jakbyś chciał udowodnić światu, że jesteś „kozakiem maślakiem na dzielnicy”. Tyle że status nie opłaca rachunków, a rata leasingowa przychodzi co miesiąc niezależnie od tego, czy na koncie masz 100 tys. zł czy 100 zł.

Czy to znaczy, że początkujący przedsiębiorca w ogóle nie powinien myśleć o leasingu? Niekoniecznie. Jeśli samochód faktycznie zarabia – jesteś kurierem, taksówkarzem, jeździsz Uberem czy Boltem – to leasing staje się narzędziem pracy, które realnie przekłada się na przychody. Wtedy ma sens, bo auto nie jest luksusem, ale inwestycją. Jeśli jednak Twoja firma nie jest uzależniona od codziennego użytkowania samochodu, a auto traktujesz jak  gadżet, to w praktyce sam sobie zakładasz finansową kulę u nogi.

To kiedy leasing faktycznie ma sens?

Żeby nie było – leasing nie jest zły z definicji. To narzędzie, które w odpowiednich warunkach potrafi być naprawdę korzystne. Problem zaczyna się wtedy, gdy używasz go nie tam, gdzie trzeba.

Leasing ma sens wtedy, gdy samochód realnie pracuje na Twój biznes. Jeśli codziennie pokonujesz setki kilometrów, jeździsz do klientów, rozwieziesz towar albo prowadzisz firmę transportową – auto nie jest luksusem, tylko podstawowym narzędziem. W takim scenariuszu leasing porządkuje koszty, daje przewidywalność i pozwala skupić się na pracy, zamiast zamrażać gotówkę w samochodzie.

Druga sytuacja, w której leasing może być świetnym wyborem, to możliwość pełnego wykorzystania tarczy podatkowej. Jeśli masz przychody, od których faktycznie płacisz podatek, i możesz odliczać VAT, to leasing obniża Twój realny koszt posiadania auta. Ale tu ważna uwaga – trzeba patrzeć na całość. Jeżeli masz stabilny biznes i wiesz, że przez najbliższe lata będziesz generował dochód, to każda rata leasingowa faktycznie pomoże zoptymalizować podatki. Jeśli jednak Twoje przychody są niepewne, wtedy ta sama rata może zamienić się w problem.

Leasing sprawdza się też przy większych flotach. Kiedy zatrudniasz pracowników, którzy muszą poruszać się samochodami, i potrzebujesz kilku czy kilkunastu aut, leasing pozwala w prosty sposób zaplanować i rozłożyć koszty w czasie. Nie musisz wyciągać setek tysięcy złotych z firmowego konta, a flota działa od pierwszego dnia.

No i jest jeszcze jedna rzecz, o której wielu zapomina – leasing nie jest jedyną opcją. Masz też kredyt, masz wynajem, masz zakup za gotówkę. Każde z tych rozwiązań ma swoje plusy i minusy. Dopiero kiedy zestawisz je ze sobą, zobaczysz, co faktycznie pasuje do Twojej sytuacji. Jeśli po takim porównaniu leasing naprawdę wychodzi najlepiej, to super – bierz go świadomie, a nie dlatego, że ktoś Ci powiedział, że „tak się robi koszty”.

Podsumowując – leasing ma sens tam, gdzie auto jest niezbędnym elementem prowadzenia biznesu, a nie tylko dodatkiem do wizerunku. Kiedy jest narzędziem pracy, które generuje przychód, wtedy każda rata to inwestycja, a nie fanaberia.

Alternatywa – zakup za gotówkę

Skoro podważamy ideę leasingu dla kosztów, to nie ma sensu zachwalać kredytu czy wynajmu – bo to dokładnie ta sama logika. Każda z tych form finansowania polega na tym, że płacisz pieniędzmi z przyszłości. Bierzesz zobowiązanie i liczysz, że w kolejnych miesiącach będziesz w stanie je spłacać.

Przy gotówce sytuacja jest odwrotna. Płacisz pieniędzmi z przeszłości – tymi, które już zarobiłeś i które faktycznie masz na koncie. Jeśli Twój budżet to 50 tys. zł, to kupisz auto za 50 tys. zł. Proste. I co najważniejsze – nie dasz się wciągnąć w iluzję przystępnej raty, która kusi, żeby sięgnąć po samochód za 300 tys. zł. To sześć razy więcej, a różnica w miesięcznej racie potrafi zamydlić oczy nawet najbardziej rozsądnemu przedsiębiorcy.

Kupując za gotówkę, dostajesz też coś, czego nie daje żadna forma finansowania – pełną swobodę. To Ty jesteś właścicielem auta od pierwszego dnia. Możesz nim jeździć, sprzedać, zastawić albo w krytycznej sytuacji szybko spieniężyć i odzyskać część pieniędzy. Żaden leasingodawca nie będzie dyktował Ci warunków ani blokował ruchów.

Czy gotówka boli bardziej w momencie zakupu? Tak, bo trzeba rozstać się z większą kwotą od razu. Ale z drugiej strony – nie bierzesz na siebie żadnych zobowiązań, nie martwisz się ratami i nie uzależniasz płynności finansowej firmy od jednego podpisu na umowie leasingowej.

Podsumowanie – leasing to nie magiczna sztuczka

Leasing potrafi być użytecznym narzędziem, ale tylko wtedy, gdy auto naprawdę zarabia na siebie. Jeśli bierzesz go wyłącznie po to, żeby „zrobić koszty”, to w praktyce oszukujesz samego siebie. Koszty nie są prezentem od państwa, to tylko wydatki z Twojej kieszeni.

Pamiętaj też, że raty leasingowe płacisz pieniędzmi z przyszłości, których jeszcze nie zarobiłeś. To zawsze pewien zakład z losem – że Twoja firma będzie się kręcić na tyle dobrze, aby te raty regularnie spłacać. A przyszłość, jak wiadomo, bywa kapryśna. Raz jesteś na wozie, innym razem pod wozem.

Dlatego zanim dasz się skusić niskiej racie, limitom podatkowym i opowieściom znajomych, zatrzymaj się na chwilę refleksji. Zastanów się, czy naprawdę potrzebujesz tego auta i czy ono wniesie coś do Twojego biznesu. A może wystarczy tańszy samochód kupiony za gotówkę, który daje Ci spokój i niezależność.

To jak bierzesz leasing dla kosztów? Ja za Ciebie decyzji nie podejmę – to Twój wybór. I z tą myślą Cię zostawiam…